Era Ojca – naznaczona bestialstwem [chociaż byli i wybrani, byli i prorocy – jak chociażby Król Dawid – ten od Psalmów], to pierwszy etap, kiedy zostało nadane ludziom Prawo [Prawo Boże – i owszem]. Cały cyrk polegał jednak na tym, że zachłyśnięci osobowością i jej możliwościami ludzie nie garnęli się do duchowego rozwoju. A jeżeli chodzi o Prawo – w głównej mierze przestrzegali jego litery a nie ducha [już chyba gdzieś wcześniej o tym wspominałam].

Era Syna – teraz miał nadejść długo wyczekiwany Mesjasz i zbawić ludzkość. Ale pochłonięci sprawami osobowości [polityką i innymi] ludkowie oczekiwali, że zbawienie nie tylko będzie wymagało z ich strony pracy ani poświęcenia – a wręcz, że część z nich zostanie w jakiś sposób wyróżniona i obdarowana skarbami i przyjemnościami jakie znali na Ziemi, resztę – trafi szlag. Murawiew niejednokrotnie wspomina o tym, że przed Jezusem miał przyjść Eliasz. I że w Ewangelii jest o tym jasno napisane. Eliasz przyszedł, ale ludzie go nie poznali – to był Jan Chrzciciel. I oczywiście wiemy jak skończył. Ludzie zachłyśnięci „bajerami” osobowości zrobili z nim co chcieli. Jezus zatem poświęcił siebie i wykonał swoje zadanie specjalne. Śmierć na krzyżu oznaczała prawdopodobnie śmierć osobowości. Zmartwychwstał następnie i pokazał się uczniom w doskonałym ciele i duchu. I możliwe, że fizyczne ukrzyżowanie jest tutaj jedynie symboliczne.

Jaki sens miała zatem działalność Jezusa?

wskazał drogę / sposób prowadzącą do tak zwanego zbawienia [było to jednak zbawienie indywidualne – a Chrześcijaństwo wskazuje na ideę Zbawienia masowego / powszechnego – nie wykluczając idei otchłani]
dzięki jego poświęceniu mixtus orbis nie zapadło się w otchłań już wtedy(!) – kolejna, [tym razem jednak ostatnia] szansa dla ludzkości

Apokalipsa Świętego Jana – Księga Objawienia ma dotyczyć czasów przyszłych. Napisana jest w sposób bardzo enigmatyczny i trudny do jednoznacznego rozszyfrowania przez największych mędrców tego świata. Dlaczego? Ponieważ jej symbolika może zostać odszyfrowana przez …wyższe centra świadomości(!) – to samo po części dotyczyć ma również o wiele bardziej czytelnych Ewangelii – i zresztą całej Biblii. Ale o tym innym razem. Dlatego Apokalipsy nie da się właściwie zrozumieć w mixtus orbis. No way! Nie ma takiej opcji. Chciał nie chciał w wynędzniałych osobowościach: po części tylko poznajemy, po części prorokujemy, kiedy zaś przyjdzie to, co doskonałe – poznamy jak zostaliśmy poznani [nie jest to dosłowny cytat, ale ujmuje istotę sprawy]. No i d…a blada. Możemy tu sobie „kminić” do upojenia.

Co ma piernik do wiatraka i co teraz z tego wynika?

Czasy, których dotyczy Apokalipsa i tzw. Tysiącletnie Królestwo to najwyraźniej Era Ducha Świętego. Jednak zanim ona nadejdzie Ewangelia o Królestwie ma być głoszona wszystkim narodom(!). Murawiew podkreśla, że obecnie żyjemy w czasach, w których ta dobra nowina w takiej czy innej formie znana jest właściwie wszystkim narodom Ziemi.

Jedna era przechodzi w drugą płynnie, stopniowo – niekoniecznie gwałtownie i wyraziście. Zatem w czasie przejścia z Ery Ojca do Ery Syna były znaki – miał pojawić się Eliasz. I pojawił się. Ale ludzkość miała to w nosie. Nie poznała go nawet. Tak samo ma być w przypadku przejścia z Ery Syna do Ery Ducha Świętego. Ma być pełno fałszywych proroków a ludzie – mają nie zauważyć ponownego nadejścia Mesjasza(!) [które jest w tym wypadku pojęciem symbolicznym], czyli czasu i okoliczności sprzyjających ich duchowemu rozwojowi i tzw. zmartwychwstaniu …na wzór Jezusa. O dodatkowych tego aspektach i jak według tej nauki mieliby wyglądać owi „zmartwychwstali” obywatele Tysiącletniego Królestwa [liczonego naturalnie tak jak czas upływa w mixtus orbis] będę oczywiście jeszcze pisała.

I tak według Murawiewa [a pisał on o tym ponad pół wieku temu] znajdujemy się obecnie jedną nogą w Erze Syna i jedną – w Erze Ducha Świętego. Ten okres to tak zwany Czas Przejścia. I chociaż w mixtus orbis nie widać wyraźnych oznak Ery Ducha świętego nietrudno zaobserwować jakieś powszechne szaleństwo, sekciarstwo, liczne pogłoski o wojnach i innego rodzaju przejawy dziwacznej paniki w naszej, bądź co bądź, globalnej wiosce. Oraz rosnące zainteresowanie [chociaż nie zawsze trafnie interpretowane] pojęciem rozwoju duchowego [szeroko tutaj rozumianym].

I tak oto po dłuższej fazie wzrostu miałby nastąpić intensywny …rozwój. Zatem tak jak wzrost i rozwój oraz równoważenie centrów dotyczy poszczególnych jednostek – pojęcia te dotyczą również całości rodzaju ludzkiego jako zbiorowości.

Chyba, że ja się mylę. Nawet jeżeli tak jest – to wówczas nic takiego: mogę sobie wrócić do pałaszowania kapuśniaku. Nieprawdaż?